Wpisy oznaczone jako 'iMac'

iMac i strajkująca nagrywarka dvd


Bardzo rzadko używam nagrywarki dvd w moim imaku – znaczniej częściej służy mi ona za czytnik płyt, więc ciężko mi stwierdzić od kiedy problem istnieje. A wszystko zaczęło się tak…

imac-dvd-laser-problem.jpg Potrzebowałem dziś zgrać na płytę zdjęcia z miniaka mojej teściowej. Z racji tego, że tam znajduje się tylko nagrywarka cd, wybór padł na wysmażenie wszystkiego via wifi na moim imaku. Operacja zdawać się może prosta i bezstresowa, ale kiedy po raz drugi wyleciało okienko z komunikatem:

Nie można nagrać na tej płycie, gdyż urządzenie nie mogło skalibrować poziomu mocy lasera dla tego rodzaju nośnika.

.. a zmiana płytki na inną nie pomagała – zacząłem się lekko stresować. Powód miałem – dość konkretny – otóż parę dni temu postanowiłem na własną rękę powiększyć sobie przestrzeń dyskową ze skromnych 250GB do 1TB, bo robiło się ciasno… ale o tym już wkrótce…

Wracając do problemu – czyżbym coś zmajstrował przy rozkręcaniu imaka? Cóż… zdarza się i najlepszym 😉

Pogooglowałem trochę i natrafiłem gdzieś na dość trywialną i z pozoru zupełnie nietrafioną poradę: „zrestartuj komputer, a wszystko wróci do normy„.

Tak też zrobiłem. Dopomogłem jeszcze przytrzymaniem przycisku Power przy starcie przez kilka sekund, aż iMac wydał z siebie Tiiiiitiiit.

Próba wypalenia płytki… zakończona pełnym sukcesem. Zdjęcia teściowej zabezpieczone! :-)

Mam tylko nadzieję, że problem z laserem już nie wystąpi – ciekaw tylko jestem co było powodem tego buntu. Długie nieużywanie nagrywarki? Niedawny update do 10.5.6? A może jak zwykle to wina masonów i cyklistów? 😉

 

Post inicjujący – czyli jak to z migracją było cz. 1


Wszystko zaczęło się jakieś dwa lata temu, kiedy to jeden ze znajomych (ave! Dominik) zaczął zakłócać mój spokój i parę razy w tygodniu nagabywał mnie na zmianę mojego peceta, na jakiś dziwny produkt a m e r i k a n s k i e j firmy Apple. Teraz żałuję, że nie robił tego skuteczniej, a ja byłem tak uparty, że niemal ślepy…

imac-kol.jpg Właścicielem swojego pierwszego maka zostałem stosunkowo niedawno, bo raptem trochę ponad dwa miesiące temu. Jest to zwyczajny 20-calowy iMac Core 2 Duo z 4GB pamięci na pokładzie – ku większemu komfortowi pracy – jego i mojej…

Wcześniej korzystałem dorywczo z macbooka oraz jeszcze wcześniej – z miniaca, dzięki czemu poznałem nieco bliżej system operacyjny Mac OS X, w wersji Tiger i Leopard. Poznawałem system, a w tym samym czasie pracowałem nadal, stale i niezmiennie na moim wysłużonym komputerze pc, z zainstalowanym na nim Windowsem XP. Tak… im bardziej wgłębiałem się w Mac OS X, tym większą widziałem różnicę (inaczej zwaną przepaścią), dzięlącą go od systemu z Redmond, oczywiście na korzyść tego pierwszego. Zrozumiałem, że praca na komputerze może przebiegać bezstresowo oraz niemal intuicyjnie – w końcu człowiek jest bardzo wygodnym stworzeniem i stara sobie usprawniać i ułatwiać wszystkie czynności w największym możliwym zakresie.

Zanim na dobre przesiadłem się na maka, miałem drobne wątpliwości, czy szybko osiągnę stopień wydajności pracy, który dzień za dniem optymalizowałem od kilkunastu lat na pc – najpierw w szkole podstawowej, później programując po nocach w Turbo Pascalu w technikum, a następnie podejmując pierwsze zlecenia podczas studiów. Rozterka trochę mną potargała, jednak pc ułatwił znacznie migrację – wolał umrzeć, niż dać się ot tak porzucić – i nie było odwrotu.