Wpisy oznaczone jako ''

Zrzut ekranu? – najprościej na świecie


Nie pamiętam ile razy pod windowsem wykonywałem zrzuty ekranu – na pewno kilkaset, jak nie kilka tysięcy. Zawsze taka sama procedura: klawisz PrintScreen, później wklejenie zawartości schowka do programu graficznego i wreszcie zapisanie pliku na dysk. Czynność powtarzana przeze mnie i przez miliony ludzi aż do znudzenia… niestety, kolejny przykład na zupełny brak ergonomii w tym systemie.

screenshot-sample1.jpg Zupełnie inaczej robienie „screenshot‚ów” wygląda na maku. Istnieją dwa główne skróty:

  • Jabłko + Shift + 3 – tworzy zrzut całego widocznego ekranu i zapisuje go na pulpicie (domyślnie),
  • Jabłko + Shift + 4 – pozwala nam wybrać fragment ekranu, który zostanie zapisany do pliku (*).

Prawda, że proste i ergonomiczne?

screenshot-sample-dock.jpg Działanie powyższych możemy rozszerzyć o naciśnięcie dodatkowego klawisza:

  • Jabłko + Shift + 4 – zwalniamy i naciskamy Spację – teraz możemy wybrać okienko programu, którego zawartość zapisze się w pliku (można wybrać również dock z ikonkami),
  • Jabłko + Control + Shift + 3 – zrzut całego widocznego ekranu zostanie skopiowany do schowka,
  • Jabłko + ControlShift + 4 – zaznaczony obszar zostanie skopiowany do schowka (*).
  • Jabłko + Control + Shift + 4 – zwalniamy i naciskamy Spację – wybieramy okienko programu, którego zawartość zostanie skopiowana do schowka

(*) – Żeby było ciekawiej, podczas zaznaczania obszaru możemy nacisnąć następujące klawisze:

  • Alt – kliknięty punkt jest środkiem zaznaczenia, którego wielkość ustalana jest symetrycznie od niego,
  • Shift – pozwala poszerzyć zaznaczenie w pionie – blokuje wtedy zmianę obszaru w poziomie – lub na odwrót – spróbuj, a zobaczysz sam na czym to polega 😉
  • Spacja – blokuje zaznaczenie i umożliwia przesunięcie tego obszaru w inne miejsce,

screenshot-sample-terminal.jpg W Leopardzie pliki domyślnie zapisują się z rozszerzeniem png i brak jest opcji jego zmiany w preferencjach systemowych. Istnieje na to jednak rada – wywołanie specjalnej komendy spod terminala (wpisz w Spotlight: terminal, a następnie uruchom ten program enterem lub klikiem). Następnie w okienku terminala wpisz:

defaults write com.apple.screencapture type format_pliku
killall SystemUIServer

Gdzie format_pliku może przyjąć następujące wartości: bmpjpgpictpng lub tiff.
 

Standardowo dołączaną aplikacją jest Grab. Pozwala ona na wykonanie tych samych rodzajów zrzutów ekranu, jednak nie jest wymagana znajomość skrótów klawiszowych – co dla niektórych może być przeszkodą. Program ten posiada też ciekawą opcję pozwalającą na wykonanie screenshot’a po 10 sekundach od wywołania – co pozwoli nam na przygotowanie obszaru, który chcemy zachować.
Dla pragnących i wymagających więcej, skierowany jest program Jing, ale o nim następnym razem 😉

Yummy: najlepszy klient FTP na maka


Z racji wykonywanej profesji, posługiwanie się protokołem FTP jest moim chlebem powszednim. Przed przesiadką na maka, używałem bezapelacyjnie najlepszego programu, jaki został stworzony (m. in.) do tego celu pod windowsem, a był to swego rodzaju klasyk: Total Commander.

Nowe środowisko zaskoczyło mnie brakiem pełnej obsługi FTP spod Findera – napisano jednak na ten temat tysiące postów, więc ja podaruję to sobie i Tobie… drogi czytelniku.

Bez problemu dotarłem do darmowej aplikacji o nazwie Cyberduck, która radzi sobie względnie dobrze ze wspomnianym protokołem. Jej głównym mankamentem jest brak drugiego okienka dla widoku lokalnego systemu plików. Bez niego, praca z cyberkaczką sprowadza się do ciągłego przerzucania okienek – przeczy to ergonomii, z jaką mamy do czynienia w całym systemie. Program miał również nie lada problem ze skopiowaniem kilkuset tysięcy plików z serwera – po prostu się zawiesił.

yummy-1.jpg Po dwóch miesiącach współpracy z Cyberduck, postanowiłem mu podziękować i spróbowałem klienta Yummy, firmy Yummysoftware.

Muszę przyznać, że program urzekł mnie swoją prostotą i ergonomią. Oprócz standardowych opcji wspierania FTP, SFTP, FTPS SSL/TLS, możliwości edycji i zapisywania plików ‚bezpośrednio na serwerze’, pełnej synchronizacji wybranych katalogów o zdefiniowanym czasie i wielu wielu innych, posiada kilka perełek, które uprzyjemniają pracę z nim.

Nie dość, że mamy obok siebie dwa okienka np. na widok plików lokalnych i zdalnych, to jest opcja automatycznego podążania za zmienianymi katalogami. Wystarczy, że wejdę do podkatalogu lokalnego, Yummy pobierze zawartość podkatalogu o tej samej nazwie z serwera i ładnie nam go wyświetli – prawda, że proste i przydatne? Aż wierzyć się nie chce, że autor Total Commandera nie wpadł na taką funkcję.

yummy-adv.jpg Z ciekawych rozwiązań muszę wspomnieć także o opcji AutoRoute. W momencie kiedy zrzucimy pliki/katalogi na ikonkę Yummy w docku, ten skopiuje je na właściwy serwer, w odpowiednie miejsce. Warunkiem jest posiadanie katalogu lokalnego i zdalnego zapisanego jako zakładka (Bookmark) – ważne również jest postawienie ptaszka przy opcji: Enable AutoRoute from this folder w opcjach zaawansowanych (Advanced).

Dodatkowo, jeśli uwielbiamy wbijanie poleceń ‚z palca’, mamy tu taką możliwość. Otwieramy podgląd terminala w aplikacji (View > Show transcript) i widzimy wszystko to, o czym Yummy i serwer rozmawiają. Właśnie tam wpisujemy komendy dla serwera.

Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie pracy z innym klientem FTP niż Yummy. Za niewielką cenę (25$) dostajemy porządny i bardzo funkcjonalny kombajn, który będziemy z przyjemnością uruchamiali. Polecam.

Restart maka via TV Trwam?


Zmęczony całym tygodniem pracy, przeglądałem z zainteresowaniem najnowszy, szósty już numer Mojego Jabłuszka. Moją uwagę przykuł tekst Dominika Łady pt. „Telewizja na maku via www”. Zdziwiony pozytywnym zaskoczeniem autora na temat działania streamingu video TV Trwam, postanowiłem sprawdzić jak to się ma w praktyce na moim imaku i co dokładnie autor miał na myśli…

restart-monit.jpg Google bez problemu odnalazł stronę wspomnianej stacji, szybki klik, odnalezienie linka odpowiedzialnego za streaming – wszystko mówiąca nazwa „Na żywo”. Klik… link wywował QuickTime‚a, nacisnąłem przycisk Play i strumień zaczął się buforować. Po paru sekundach usłyszałem dźwięk – natomiast wizji nie uświadczyłem. Postanowiłem użyć innego narzędzia – programu potrafiącego otworzyć każdy plik audio/video/stream: VLC – nawet bez instalowania dodatkowych kodeków w stylu flip4mac, bądź też Perian‚a. Wywołuję go Spotlight’em, klikam w jego nazwę… i klops.

Ekran uległ wyszarzeniu, a po środku wyskoczyła rameczka z melodyjnym tekstem w czterech językach: „You need to restart your computer. Hold down the Power button for several seconds or press the Restart button„. Tak…

Po wyłączeniu i włączeniu komputera, dysk pracował dość intensywnie przez dobre dwie minuty. Później bez problemu zalogowałem się na swoje konto, na szczęście obyło się bez strat… no, może tylko włączyła się indeksacja całego dysku.

vlc-tv-trwam.jpg Kolejne podejście do strumienia TV Trwam z użyciem VLC – tym razem zakończone z pełnym sukcesem. Podgląd znajduje się na obrazku. Jak widać, działa bez problemu. Co do jakości – widać mocne ślady kompresji, obraz ma rozmiar zaledwie 176×144 piksele, więc oglądanie na pełnym ekranie wygląda fatalnie.

Poczekamy pewnie trochę, aż następne stacje telewizyjne wprowadzą równie prosty dostęp do strumieni video, jak wspomniana, której nazwy już nie wymienię…

update: podczas zawieszenia musiały uszkodzić się również indeksy Mail‚a, właśnie trwa importowanie ponad 15 tys. wiadomości.

You Control: Tunes – szybki dostęp do muzyki

Po przerzuceniu całej mojej płytoteki na imaka, pojawił się problem z szybkim ocenianiem utworów. Postępowanie wg schematu: słyszę piosenkę, otwieram okienko iTunes, klikam w odpowiednią ilość gwiazdek, od razu wydał mi się nie do zaakceptowania, tym bardziej, że utworów uzbierało się kilka tysięcy.

youcontrol-prev.jpg Kolejny pomysł: przeglądam bibliotekę iTunes’a i oceniam poszczególne piosenki po kolei. Już lepiej, ale nadal zbyt absorbująco.

Postanowiłem przeszukać pod tym kątem internet. Znalazłem kilka, mniej lub bardziej ciekawych programów. Odpowiednim narzędziem okazał się darmowy program firmy You Software, You Control: Tunes. Darmowy, lecz wymaga rejestracji z podaniem swojego adresu e-mail, na który otrzymujemy kluczyk.

youcontrol-overlay.jpg Instalowanie – to norma – jest dziecinnie proste. Uruchamiamy. Na górnym pasku pokazuje się panel, w którym możemy wyświetlić przyciski sterujące iTunes’em (do wyboru kilka stylów, jest również opcja wyboru przycisków, na których nam zależy). Dodatkowo wyświetlamy sobie pasek z oceną dla aktualnie granego utworu, dzięki temu wystarczy jeden ruch myszką + klik, i to wszystko. Istnieje także możliwość wyświetlenia dymku z informacją o rozpoczynającej się piosence (a’la Growl).

Po rozwinięciu menu programu (lub prawokliku), pokazuje nam się informacja o granym utworze (łącznie z okładką płyty) oraz dostęp do całej biblioteki piosenek z podziałem według płyt, artystów, gatunków oraz zdefiniowanych w iTunes playlist.

Programik bardzo mały, stabilny, łatwy w obsłudze i znacznie umilający pracę. Polecam.

Post inicjujący – czyli jak to z migracją było cz. 1

Wszystko zaczęło się jakieś dwa lata temu, kiedy to jeden ze znajomych (ave! Dominik) zaczął zakłócać mój spokój i parę razy w tygodniu nagabywał mnie na zmianę mojego peceta, na jakiś dziwny produkt a m e r i k a n s k i e j firmy Apple. Teraz żałuję, że nie robił tego skuteczniej, a ja byłem tak uparty, że niemal ślepy…

imac-kol.jpg Właścicielem swojego pierwszego maka zostałem stosunkowo niedawno, bo raptem trochę ponad dwa miesiące temu. Jest to zwyczajny 20-calowy iMac Core 2 Duo z 4GB pamięci na pokładzie – ku większemu komfortowi pracy – jego i mojej…

Wcześniej korzystałem dorywczo z macbooka oraz jeszcze wcześniej – z miniaca, dzięki czemu poznałem nieco bliżej system operacyjny Mac OS X, w wersji Tiger i Leopard. Poznawałem system, a w tym samym czasie pracowałem nadal, stale i niezmiennie na moim wysłużonym komputerze pc, z zainstalowanym na nim Windowsem XP. Tak… im bardziej wgłębiałem się w Mac OS X, tym większą widziałem różnicę (inaczej zwaną przepaścią), dzięlącą go od systemu z Redmond, oczywiście na korzyść tego pierwszego. Zrozumiałem, że praca na komputerze może przebiegać bezstresowo oraz niemal intuicyjnie – w końcu człowiek jest bardzo wygodnym stworzeniem i stara sobie usprawniać i ułatwiać wszystkie czynności w największym możliwym zakresie.

Zanim na dobre przesiadłem się na maka, miałem drobne wątpliwości, czy szybko osiągnę stopień wydajności pracy, który dzień za dniem optymalizowałem od kilkunastu lat na pc – najpierw w szkole podstawowej, później programując po nocach w Turbo Pascalu w technikum, a następnie podejmując pierwsze zlecenia podczas studiów. Rozterka trochę mną potargała, jednak pc ułatwił znacznie migrację – wolał umrzeć, niż dać się ot tak porzucić – i nie było odwrotu.